czwartek, 1 października 2015

Rozrywki bosmańskie



Czyszczenie burt poprzedniej nocy tak rozochociło naszego kapitana, że na pół następnego dnia przygotował załodze kolejne bosmańskie rozrywki. Zanim jednak nauczyliśmy się robić profesjonalne opaski na linach, zaliczyliśmy kolejne odwiedziny w svalbardzkim markecie. Tym razem na tapecie zakupowej znalazły się szarlotkowe składniki. Biorąc pod uwagę już prawie roczną tradycje szarlotek rejsowych i tym razem nie mogło ich zabraknąć! Odgadywanie czy pojemniczek z dziwnym napisem i rysunkiem ciasta to proszek do pieczenia czy inny specyfik zajmuje trochę czasu. Jak się zresztą później okaże nie wszystkie składniki udało się dobrze rozszyfrować i trzeba będzie podjąć akcje ratunkową ciasta. 
W każdym sklepie czeka miś...
M. Byrska

Zadowoleni z siebie rozsiadamy się w mesie. Błogość nie trwa jednak za długo – po chwili wpadają do środka pierwsze krawaty do naprawienia. Jako, że cześć z nas będzie po raz pierwszy reanimowała liny, Marcin udziela nam szybkiego instruktażu. W zasadzie sprawa jest banalnie prosta: pętelka, kilka zakrętasów wokół liny, węzełek, zaciągnięcie i już, gotowe. Do bosmańskiego cv dołącza kolejna, po szyciu żagli, pozycja. Gdyby nie konieczność wytatuowania czegoś brzydkiego na przedramieniu, zmieniłabym zawód jak nic!

Katarzyna Pawełczyk

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza