wtorek, 27 grudnia 2016

Odkrywcy islandzkich tajemnic



Niebo wspaniałomyślnie odsłania niewielkie skrawki błękitu z ołowianych chmur, dając nam jednocześnie wytchnienie od nieustępliwego deszczu. Kolejne zupełnie niepozorne miejsce skrywa cudowną, wielobarwną atrakcję turystyczną. Wysiadamy z samochodu z nieco wymarzniętym optymizmem. Gosia jako pierwsza biegnie na skraj krateru i od razu wydaje okrzyk zachwytu „łaaaaaał dziewczyny ale czad!”. 

Magia
K. Pawełczyk
Przyspieszamy kroku by jak najszybciej zobaczyć na własne oczy ten „czad”. Stajemy obok Gosi i oto ukazuje nam się idealnie turkusowe jeziorko w soczyście kolorowym kraterze. Jedna przez drugą wydaje okrzyki radości i zachwytu. Natychmiast w ruch idą aparaty – zaczyna się szalona sesja w tym niecodziennym plenerze. Spust migawki nie nadąża za łapczywie stukającymi palcami.  Turkus, zieleń, czerwień i wiele odcieni brązu tworzą nadzwyczajną kompozycję nawet w towarzystwie deszczowych chmur, uparcie zabierających odpowiednie do tej scenerii światło. 

Tak wygląda radość
K. Pawełczyk
Robimy rundkę wokół krateru by nie zgubić żadnej perspektywy, po czym schodzimy nad wodę i ponownie idziemy wzdłuż brzegu, robiąc całą masę zdjęć. Humory dopisują. Na kilka uroczych klatek załapał się również pluszak Jeżyk – niestrudzony towarzysz Gosi, która właśnie opowiada nam ciekawostki geologiczne przebierając w czerwonych kamyczkach.
Jeżyk też miał swoją sesję!
K. Pawełczyk
Czas biegnie nieubłaganie - musimy opuścić Kerið i ruszać w dalszą drogę. Tym razem na celowniku znalazły się czarne plaże bazaltowe z ostańcami, które według legendy są nieszczęsnymi Trollami zamienionymi przez promienie słoneczne w skały. Gosia ze szczegółami opowiada nam legendę podczas długiej drogi. Deszcz ciągle walczy o dominację w zjawiskach pogodowych, a ciśnienie leci na łeb na szyję. O zatrzymaniu się na małej czarnej na jakiejś stacji benzynowej nie ma mowy – wokół nie ma zupełnie nic i nic też nie wskazuje na to, by sytuacja miała się jakkolwiek zmienić w ciągu najbliższej godziny. Zaczynamy z Moniką intensywne poszukiwania w bagażniku pełnym spożywczych skarbów. Po piętnastu minutach intensywnego fedrowania udaje nam się dokopać do czekolady i kawy w puszkach – jesteśmy uratowane! 
Zestaw ratujący życie
K. Pawełczyk

Kofeina i cukier zrobiły swoje, więc w samochodzie znowu zapanowały ożywione babskie rozmowy. Na horyzoncie majaczy niewyraźnie coś na kształt kolejnego wodospadu o czym informuję resztę towarzyszek. Czasu do zmroku pozostało niewiele więc na pomysł zbaczania z drogi by go zobaczyć, nie reagują nazbyt entuzjastycznie. Na szczęście udaje mi się wynegocjować dwadzieścia minut w napiętym grafiku. Gdy zajeżdżamy na miejsce okazuje się, że to jest dokładnie ten wodospad, o którym marzyłam by go zobaczyć! 
Trafiony, zatopiony
K. Pawełczyk

Niesamowite! Magia marzeń działa nadal bez zarzutu. Tym razem to ja jestem tą biegnącą  z radością małego dziecka. Nie wierzę, że tu trafiłyśmy i to w taki sposób. Dobiega do mnie Gosia i wyciągamy dzielne aparaty. Tym razem nawet pogoda nam sprzyja i ciepłe promienie oświetlają miliardy spadających kropel wody. 
To jest radość proszę Państwa!
G. Sokołowicz

Wgłębienie za wodospadem wygląda jak bajkowa, soczyście zielona kraina za czarodziejską kurtyną wodospadu. Mięśnie twarzy zaczynają mnie boleć od uśmiechu ale radość w dniu dzisiejszym jest tak wielka, że nie jestem w stanie przestać się uśmiechać. Nigdy nawet nie wyobrażałam sobie, że zobaczę coś takiego na żywo. Po krótkim spacerze jesteśmy całkiem mokre i nieziemsko szczęśliwe.
Po drugiej stronie
K. Pawełczyk

Słońce powoli schodzi ku oceanowi, a niebo mieni się na różowo. W ostatniej chwili docieramy na bazaltową plażę. Trzeba przyznać, że „Trolle” o zachodzie słońca wyglądają zjawiskowo. 

Trolle o zachodzie słońca
K. Pawełczyk
Atlantyk wściekle bije w głęboką czerń bazaltowego piasku, tworząc mroczną atmosferę. Wiatr nieubłaganie świszczy gdzieś w przestrzeni, przypominając bezlitośnie, że walka jaką będziemy musiały stoczyć na oceanie jest coraz bliżej…     
Katarzyna Pawełczyk

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza