czwartek, 12 stycznia 2017

Pożegnanie z Islandią



Skały rosną mi w oczach. Brzeg zbliża się nieubłaganie, do ostatniego momentu nie odsłaniając starannie ukrytego wejścia do fiordu. Staram się zachować kamienną twarz – bardziej dla siebie samej niż na pokaz, bo poza Moniką (która walczy dzielnie z chorobą morską) na pokładzie nikogo nie ma. Gdy emocje związane z ewentualnym błędem nawigacyjnym sięgają zenitu, skały rozstępują się, ukazując spokojne wody chronione wysokimi górami z trzech stron. Udało się! Za godzinę ponownie zejdziemy na ląd. 
Islandia w pełnym słońcu!
K. Pawełczyk

Fale ustają, a życie podpokładowe jakby się ożywia i wraca do ogólnie przyjętych norm. Uśmiechy wróciły na miejsce a i kambuz zyskał na popularności. Na pokład wychodzą ochoczo morscy fotografowie, pilnie zachowujący na kartach pamięci cudowne krajobrazy surowej Islandii, tym razem skąpanej w pewnym siebie słońcu. Na Joinus zapanowała prawdziwa sielanka! Sztormowa czujność została wrzucona na dno bakisty i dokładnie przykryta marzeniami o prysznicu, gorących źródłach i… piwie. Tomek opowiada jak kilka nocy temu z poprzednią załogą rozkoszował się  spektaklem zorzy polarnej, siedząc właśnie w kameralnych ale urokliwych gorących wodach. Iskierki zazdrości zagościły w co poniektórych oczach po tej opowieści. Na horyzoncie rośnie już miasteczko. Seydisfjorür jawi się jako niewielka, żyjąca własnym, spokojnym rytmem osada. Na betonowym nabrzeżu już na nas czeka pracownik portu, z pełnym przekonaniem twierdzący, że owszem są tu gorące źródła. Nie czekając więc ani chwili, zbieramy się w pełnej, kąpielowej gotowości, uzbrojeni w ręczniki i stroje kąpielowe, przed jachtem. 
 
Dzielna załoga Joinus w komplecie
K. Pawełczyk
Po krótkim spacerze zgodnie stwierdzamy, że miasteczko jest urocze. Niestety obiecane gorące źródła okazują się być zaledwie zwykłym basenem. W ramach nagrody pocieszenia, wyposażonym jednak w saunę – tyle dobrze! Na dzień dobry czeka nas zderzenie z islandzką kulturą, która nie przewiduje brania prysznica w bikini, więc w szatni niezależnie od wieku (a przekrój był od kilku do około 80 lat) i kompleksów (chociaż patrząc na swobodę mieszkanek Islandii, można śmiało stwierdzić, że one nie wiedzą w ogóle czym są kompleksy!) mamy strefę wszech nagości. Musimy wyglądać zabawnie, próbując ukryć to i tamto podczas kąpieli… Sauna i gorące bąbelki w jacuzzi wynagradzają trud ostatniej dobry, cudownie odprężając zmarznięte ciało. Po godzinie osiągam błogostan tak duży, że perspektywa walki ze sztormami i trzymania wachty w nieludzko zimnej temperaturze wydaje mi się kompletnie oderwana od rzeczywistości. Pod prysznicem szorujemy się niejako na zapas – do kolejnego będziemy musiały poczekać jakieś trzy doby, co dla zaprawionych w bojach żeglarek może i nie jest jakiś wielkim problemem, ale trzeba korzystać z luksusu ciepłej wody, ot co. 
Seydisfjordur
K. Pawełczyk

Niesieni poczuciem beztroski ale i pożegnania z lądem, zachodzimy do jednej z maleńkich i niezwykle klimatycznych knajpek z ogromnym, jak na warunki islandzkie, wyborem piwa.

- nie wiem które wybrać, mam ochotę na coś lekkiego, co będzie jednak przypominało piwo a nie jakieś siki… - dywagujemy nad barem.
- polecam spróbować to – z szerokim uśmiechem chłopak podaje nam piwo. Po chwili dodaje – dawno już nie było u nas Polaków…


A jednak. Jesteśmy wszędzie. I im bardziej nie spodziewasz się w danym miejscu spotkać Polaka, tym większe prawdopodobieństwo, że spotkasz go właśnie tam! Niesamowite, prawda? Rozgrzani sauną, urzeczeni uprzejmością polskiego barmana i wiedzeni zapachami, zamawiamy drugie piwo i po ziemniaku z masłem czosnkowym. 
Islandzkie rarytasy
K. Pawełczyk

Nastroje wspinają się na wyżyny, dopóki nie przychodzi moment płacenia, następnie przeliczenia koron islandzkich na złotówki i zdania sobie sprawy, że oto właśnie spożyło się najdroższy posiłek życia – dwa piwa i ziemniak – jakieś 150 zł. Kto bogatemu zabroni być biednym po powrocie z Islandii? Chłód nocy po cichu przypomina o cierpliwie czekającym na nas Atlantyku. Jutro opuszczamy Ziemię Ognia i Lodu na dobre. 
Katarzyna Pawełczyk

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza